Rozmowa z arch. Magdaleną Federowicz-Boule

MFB_nagłówek wywiad

O pasji, odpowiedzialnym projektowaniu, kobiecej sile i zachwytach codzienności.

Napędza mnie życie i to, że nadal mnie wzrusza.

– zapraszamy na wywiad z arch. Magdaleną Federowicz-Boule, prezeską zarządu, dyrektorką kreatywną, założycielką pracowni TREMEND oraz ambasadorką marki SAINT- GOBAIN GLASS.

Magda Lipińska: Gdy spoglądasz na mijający 2025 rok – jako architektka, liderka i kobieta – co było dla Ciebie największym wyzwaniem, z czego jesteś dumna, a co szczególnie Cię zaskoczyło lub zmieniło Twoje spojrzenie na pracę i relacje zawodowe?

Magda Federowicz-Boule: Rok 2025 był, nadal jest dla mnie rokiem, który mógłby nosić tytuł: ‘Zatrzymaj się na chwilę i zobacz, co już osiągnęłaś.’ Jako architektka często myślę o tym, co przede mną: nowe projekty, wyzwania, terminy, cele. Ale w tym roku miałam więcej momentów, kiedy świadomie pozwalałam sobie zatrzymać się, spojrzeć do tyłu i docenić to, co udało mi się osiągnąć: zarówno w pracowni, jak i w życiu osobistym. Zaskoczyło mnie to, jak bardzo potrzebuję  równowagi. Zawsze byłam i nadal jestem osobą aktywną, ciągle w biegu, ale w tym roku nauczyłam się, że odpuszczenie nie jest słabością tylko elementem dojrzałości. A sukces? To właśnie ta przestrzeń. Nie liczba projektów czy wygranych konkursów, choć i takich nie brakowało ale umiejętność powiedzenia: teraz czas na mnie, na życie prywatne. I nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. Myślę, że dziś patrzę na życie coraz częściej przez emocje, które wywołuje. 


ML: Co napędza Cię w codziennej pracy? Czy są miejsca, ludzie lub rytuały, do których wracasz, kiedy szukasz nowych inspiracji?

MFB: To, co mnie napędza w codziennej pracy architektki, to energia ludzi i miejsc. Każdy projekt to nie tylko przestrzeń, ale opowieść o potrzebach, emocjach, funkcjach, a czasem marzeniach. Lubię myśleć, że moja praca polega na tym, by te historie usłyszeć i opowiedzieć je w języku światła, materiału i proporcji. Nic nie sprawia mi większej satysfakcji niż moment, w którym klient mówi: ‘To jest dokładnie to, o czym marzyłem, ale nie umiałem tego nazwać.’ To dla mnie esencja projektowania, tłumaczenie emocji na przestrzeń.

Jeśli chodzi o inspiracje, mam swoje ‘punkty odniesienia.’ Podróże - zawsze. Te dalekie, egzotyczne, ale czasem te najbliższe, po Polsce, po Europie. Ulice Lizbony, światło Paryża, kolory Neapolu, te miasta wracają do mnie w projektach jak cytaty z ulubionej książki. Ale też inspiruje mnie przestrzeń codzienna: rozmowy, kawiarnia na rogu, zapach domu.

Z zawodowych rytuałów, mam taki nawyk, że raz na jakiś czas siadam sama do szkicownika, bez briefu, bez konkretnego celu. To dla mnie reset i rozmowa z samą sobą, bo architektura to energia a inspiracje są wszędzie, jeśli tylko jest się uważnym. Czasem z tego rodzą się pomysły, które wracają później w realnych projektach, zawsze przypominając mi, po co to robię. I mam też wokół siebie ludzi, zespół w Tremend, który inspiruje mnie każdego dnia. To z nimi, wspólnie, kształtujemy nasz styl projektowania. 
 

Image
MFB_treść wywiad


ML: Jesteś bardzo zapracowaną osobą, ale znajdujesz też czas na współpracę z naszą marką, za nami już kolejny rok. Co przekonało Cię do kontynuowania roli ambasadorki? I które z działań ambasadorskich były dla Ciebie szczególnie wartościowe lub godne zapamiętania?

MFB: Tytuł Ambasadorki to rola, w którą naprawdę wierzę. Kontynuacja tej roli była dla mnie decyzją bardzo naturalną. To nie jest współpraca ‘z logo’,  to współpraca z ludźmi, z wartościami, z marką, z którą mam realne poczucie wspólnego języka. Przekonała mnie autentyczność naszej relacji. Od początku było jasne, że nie chodzi tylko o promocję produktów, ale o wspólne kształtowanie jakości przestrzeni, o rozmowę z rynkiem, z użytkownikami, z kobietami w branży. A to jest coś, co naprawdę mnie porusza. Z wielu działań ambasadorskich, które udało nam się razem zrealizować, kilka szczególnie zapadło mi w pamięć. Pierwszy to event ‘Po drugiej stronie lustra’  pełen autentycznych emocji, kobiecej siły, szczerości. Drugi to tegoroczny ‘Dzień bez szpilek’ – wydarzenie, które pokazało, że w środowisku zawodowym jest coraz więcej miejsca na prawdziwe historie kobiet – nie tylko tych, które wygrywają, ale i tych, które szukają, walczą, czasem się gubią. I ostatnie wydarzenie w Pracowni Przewrotu Kopernikańskiego, gdzie dyskutowaliśmy o zrównoważonych przestrzeniach biurowych w duchu komfortu dla użytkowników i projektowania z myślą o dobrostanie człowieka w środowisku pracy. Myślę, że wspólnie udało nam się zbudować coś więcej niż tylko zasięg czy rozpoznawalność. Stworzyliśmy  relację opartą na zaufaniu, eksperckości i szacunku do odbiorcy. Cieszę się, że mogę być częścią tej drogi i że nie jest to droga wyznaczona briefem, ale wspólną wizją.

 

ML: Jakim narzędziem projektowym jest dla Ciebie szkło? Które Twoje projekty szczególnie dobrze pokazują jego potencjał, to że jest nośnikiem emocji, światła, nastroju?

MFB: Szkło jest dla mnie absolutnie jednym z ważniejszych materiałów. I nie mówię tego tylko z perspektywy estetyki, ale przede wszystkim narzędzia do opowiadania historii przestrzeni. To materiał, który potrafi być tłem, filtrem, granicą i nigdy nie jest bierny. Szkło żyje światłem. Reaguje na otoczenie, zmienia się w ciągu dnia, współgra z tym, co dzieje się wokół. Jednym z projektów, który szczególnie dobrze pokazuje potencjał szkła, jest realizacja, w której wykorzystaliśmy lustra nie tylko jako element dekoracyjny, ale jako architektoniczny trick - narzędzie budowania wrażenia przestrzeni tam, gdzie jej fizycznie brakuje. To pokazuje, że szkło może być piękne i praktyczne jednocześnie. To rzadki balans w projektowaniu. Co więcej, szkło niesie emocje. Może być eleganckie i wyciszające, jak tafle w strefach relaksu. Może być zmysłowe – jak szkło ornamentowe rozpraszające światło w hotelowym lobby. Może być dramatyczne – jak wysoka, szklana fasada, która odbija niebo i otoczenie. Lubię  to, że szkło nigdy nie jest jednoznaczne. Ono naprawdę tworzy klimat, nie narzuca się, ale robi wrażenie. Projektowanie z jego użyciem to nie tylko decyzja techniczna, ale świadomy wybór emocji, które chcemy przekazać użytkownikom przestrzeni.

 

ML: Wróćmy jeszcze na chwilę do naszych eventów skierowanych do kobiet z branży, w których wzięłaś udział, jako nasz gość honorowy. Jakie znaczenie mają dla Ciebie rozmowy z kobietami z branży podczas takich spotkań i czy są tematy, które według Ciebie powinny wybrzmieć w środowisku projektowym jeszcze odważniej?

MFB: Wrażenia z tych spotkań zostaną ze mną na długo. Nie tylko dlatego, że były pięknie zorganizowane czy miały ciekawy program ale dlatego, że były prawdziwe. Atmosfera bliskości, wzajemnego zrozumienia, bycia razem bez masek, to coś, czego często brakuje w relacjach zawodowych. A tam to się wydarzyło.

W tegorocznym ‘Dniu bez szpilek’ zobaczyłam, jak bardzo potrzebujemy przestrzeni do mówienia o rzeczach ważnych w lżejszy sposób. Jak bardzo branża techniczna potrzebuje miękkiego, ludzkiego, kobiecego pierwiastka. I jak inspirujące jest słuchanie kobiet, które wnoszą do architektury nie tylko kompetencje, ale też intuicję, wrażliwość i uważność. W naszym środowisku projektowym nadal za mało mówi się o wypaleniu, presji, trudnych emocjach w pracy zespołowej, a także o miejscu kobiet na wyższych szczeblach decyzyjnych. To nie są ‘problemy kobiet’, to są realne wyzwania systemowe, które warto adresować, nie tylko między sobą, ale też na poziomie organizacji.

I dlatego tak cenię te spotkania – bo tam naprawdę rozmawiamy, a nie tylko występujemy w jakieś roli.
 

Image
MFB_treść wywiad2

 

ML: Co Cię napędza i cieszy w codziennym życiu – czy bardziej karmią Cię sukcesy, czy może mocniej przeżywasz porażki?  A jeśli chodzi o kolejny rok, który pomału się zbliża, czy masz już w głowie kierunek, który chciałabyś obrać, coś, co Cię szczególnie pociąga lub inspiruje?

MFB: Oczywiście napędzają mnie sukcesy. One dają satysfakcję i są paliwem. Napędza mnie życie i to, że nadal mnie wzrusza. Napędzają mnie emocje. Ludzie. Spotkania. Moment, kiedy przestrzeń, detal, światło ‘kliknie’ i nagle czujesz, że to jest to. Lubię tę codzienność przeplataną mikrozachwytami: nową teksturą materiału, rozmową z klientem, telefonem od córki, który kończy się śmiechem. Cieszę się z sukcesów - jasne. Ale jeśli mam być szczera, mocniej przeżywam porażki. Zawsze tak było. Pewnie dlatego, że podchodzę do tego, co robię, bardzo osobiście. Czasem, aż za bardzo. Ale uczę się z wiekiem, że porażki to nie „przegrana”, tylko moment na zwolnienie, zastanowienie się, co dalej. To banalne, ale prawdziwe.

Jeśli chodzi o 2026 rok nie planuję rewolucji. Chcę iść świadomie. Marzą mi się  projekty z duszą, więcej współpracy z ludźmi, z którymi czuję porozumienie wartości. A przede wszystkim chciałabym nie zgubić radości z projektowania. Bo to ona jest ze mną od początku. 


ML: Bardzo dziękuję za tę rozmowę - pełną refleksji i inspiracji. To prawdziwa wartość móc obserwować, jak jako architektka i ambasadorka naszej marki dzielisz się z swoją pasją, doświadczeniem i kobiecą siłą.